piątek, 24 lutego 2012

Harry 5-miesięcy

Ponieważ jestem dość ciemna jeśli chodzi o te bllogerowe sprawy musiałam umieścić osobny post oprócz filmiku z tej samej okazji czyli ukończenia 5 miesięcy przez mojego wariata. Filmik jest pierwszym w naszej karierze zarówno aktorskiej jak i montażowej więc prosimy o wyrozumiałość. Ponieważ moje umiejętności trenerskie też pozostawiają wiele do życzenia i zdaję sobie z tego sprawę przyjmę każdą konstruktywną krytykę ;-)
A to prezent jaki funfel dostał z okazji ukończenia piątego miesiąca życia:



Harry 5 miesięcy

sobota, 4 lutego 2012

Odwiedziny Funfeli

W ten weekend swoją obecnością zaszczycili nas znajomi z Poznania :-) Wraz ze swoim ślicznym rudzielcem zawitali w nasze progi ku wielkiej uciesze Harrego. Zgodnie z powiedzeniem, że stara miłość nie rdzewieje, czworonożne stwory cieszyły się swoim towarzystwem w domu:




choć miłość czasem boli ;-)



i na spacerku, uganiając się za piłeczką




A tutaj już mój przystojniak solo :-)









środa, 1 lutego 2012

Po krótkiej przerwie

Ową przerwę usprawiedliwiam przeprowadzką. Harry chyba zadomowił się już w nowym miejscu, w którym ma zdecydowanie więcej przestrzeni. Na pewno w przyzwyczajeniu się do nowego lokum pomogły mu jego ulubione zabawki. Jedną z nich jest oczywiście piłeczka :-)
Harry i piłeczka w nowym domku:



czwartek, 19 stycznia 2012

Weekend w Pyrlandii

Ostatni weekend spędziliśmy wszyscy w Poznaniu. Wypad do znanego Szwedzkiego sklepu z meblami (i nie tylko) stał się okazją do odwiedzenia znajomych. Znajomi owi również posiadają czworonożnego członka rodziny. Jest to posokowiec o dźwięcznym imieniu Bahija (nie jestem pewna czy tak to się pisze). Sunia ma 10 miesięcy. Jest bardzo pogodnym i wesołym psiakiem. Mimo pewnych obaw ze strony właścicieli kundle dogadały się od pierwszej chwili. Trochę razem rozrabiały, jak to dzieciaki, ale ogólne wrażenia super pozytywne. Jadły i piły z jednej miski, korzystały na wzajem ze swoich klatek, a nawet razem memlały jednego gryzaka - jedno z jednego końca, drugie z drugiego :-)
Po naszym wyjściu z mieszkania znajomych biedna Bahija piszczała nawołując Harrego :-)





Była też okazja do spotkania się na Cytadeli z siostrą Harosława - Honky. Tutaj, aż taka przyjaźń nie zaistniała niestety. Każde było bardziej zainteresowane swoją piłeczką niż sobą nawzajem ;-)




Wyjazd zaliczam do udanych i Harry chyba też. :-)

czwartek, 5 stycznia 2012

Huragan w Bieszczadach

30 grudnia 2011 roku w Bieszczadach uderzył Huragan. Jego epicentrum było w miejscowości Lutowiska tuż przy Ukraińskiej granicy. Szalał tam aż do 3 stycznia 2012. Całe szczęście nie wyrządził wiele szkód i Lutowiska jak stały tak stoją ;-)
A na poważnie to właśnie w Bieszczady wybraliśmy się całą rodzinką na Sylwestra. Wraz z piętnastoma innymi osobami spędziliśmy fajnie czas i w końcu nacieszyliśmy się śniegiem w tą bezśnieżną zimę. Najbardziej zadowolony był Harry. Bardzo przypadło mu do gustu skakanie w zaspach. Miejsca do szaleństw było pod dostatkiem, a i koleżanka do zabaw się znalazła (suka teriera airedale właścicieli domu w którym wynajmowaliśmy pokoje). Zabaw na świeżym powietrzu nie brakowało, a i w domu Funfel nie narzekał na nudy rozpieszczany przez wszystkich dookoła. Brał ze wszystkimi udział w sylwestrowym ognisku gdzie za moimi plecami dokarmiany był kiełbachą. W domu też ciągle coś mu skapywało ze stołu, a jak nie to sam sobie kradł! Rozwydrzyła mi się tam bestia jeszcze bardziej!
Jedynym nieprzyjemnym (dla psa) aspektem były fajerwerki. Wystraszył się bidul troszkę, a potem zasnął szybciutko na moich kolanach.
Szczerze mówiąc zastanawiałam się czy zabierać go w tak długą podróż. Podjęłam decyzję i nie żałuję. Jazdę choć wyczerpującą zniósł bardzo dzielnie (prawie cały czas spał i ani razu nie zapiszczał), wyszalał się za  wszystkie czasy no i co najważniejsze (dla mnie!) nie musieliśmy się rozstawać na te kilka dni :-)









środa, 14 grudnia 2011

Kostamaga

 Od jakiegoś już czasu starałam się dostać wołowe bądź cielęce kości dla mojego pupila. Nie wiem jak u was, ale w moich stronach okazało się to trudniejsze niż podejrzewałam. Pytałam w wielu sklepach bez skutku. Dwa dni temu przyjechałam odwiedzić rodziców i postanowiłam spróbować szczęścia tutaj. Po  bezowocnych wizytach w kilku mięsnych stwierdziłam, że dobrym pomysłem będzie zapytać w miejscowej masarni. Miła pani w portierni powiedziała że niestety nie mają wołów ;-) ale skierowała mnie do oddalonej o 12 km ubojni bydła. Tyle już szukałam, że pomyślałam sobie "a co mi tam" i ruszyłam w drogę. Na miejscu zastałam niewielki zakład i szczerbatego pana akurat ładującego truchła krów na ciężarówkę. Zapytałam o kości i wreszcie otrzymałam pozytywną odpowiedź! Odjechałam z trzema wielkimi kośćmi udowymi  i trzema jeszcze większymi kawałami żeber, a wszystko to jak sam pan stwierdził bezcenne czyli za darmo! Żebra mam zamiar wygotować i ewentualnie szpik dać psu. Udziec włożyłam mu do klatki. Pierwsza reakcja funfla - strach! Chyba nie bardzo wiedział czy to wielkie coś już jest martwe i co ma z tym zrobić :-) Po paru minutach wahań odważył się podejść. Rezultat jest taki że obgryza gnata od pół godziny i świat dookoła nie istnieje. Cały utetłał się we krwi, ale przynajmniej (co mnie bardzo cieszy) nie okazuje żadnej agresji kiedy podchodzę i chcę zabrać kość. Mam też cichą nadzieję, że podziwia mnie za zdobycie takiego cudu ;-)